Oczytani… „Ciszo, przemów. Szukając W.G. Sebalda”

Głęboko przemyślcie, czy naprawdę chcecie pisać – rzucił wykładowca – bo kiedy zaczniecie, nie będzie odwrotu: pisarz cierpi, pisząc, ale gdy nie pisze, cierpi jeszcze bardziej. (..) Polecał karierę prawnika albo lekarza: człowiek się nasłucha cudzych opowieści i ma gotowy materiał.

Sebald do studentów

„Ciszo, przemów. Szukając W.G. Sebalda” napisana przez Carole Angier to prawdziwa rewelacja wśród biografii. Po niemal 25 latach od śmierci Sebalda świat doczekał się biografii, która ujawnia zagubione celowo tropy jego życia. Autorka wykonała tytaniczną pracę, poszukując osób, które chciałyby porozmawiać, ponieważ córka i żona pisarza spuściły na życie Sebalda zasłonę milczenia.

W pracy na uniwersytecie, która była jego głównym życiowym zajęciem, był lubianym kolegą i cenionym dydaktykiem. Zresztą ci, którzy znali go osobiście i zadzierzgnęli z Sebaldami bliższą relację, powiadają, że był dowcipny, wprowadzał w towarzystwo dobrego ducha. Studenci obdarzali go sympatią do tego stopnia, że niektóre dziewczyny się w nim podkochiwały.

Kariera naukowa Winfrieda Sebalda (posługującego się prywatnie imieniem „Max”) była specyficzna – nie był z krwi i kości naukowcem, jego prace wyrażały uwielbienie bądź totalną krytykę pisarzy, których twórczość stanowiła przedmiot badań. Przybrał jednak, moim zdaniem, celną taktykę: był maksymalnie kontrowersyjny. Jedni więc przypuszczali na niego gorące ataki, wytykając chociażby usterki w warsztacie naukowym, drudzy doceniali błyskotliwość i nowatorskość.

Max kradł. Kradł cudze życiorysy, a nieraz czyniąc to zupełnie bezpardonowo, opisywał w książkach ludzi ze swojego otoczenia w czasach młodości w taki sposób, że niektórzy, czytając jego powieści, rozpoznali w nich samych siebie. Kradł także biografie, które gdzieś wyszperał, wyczytał, zasłyszał – i zdarza się, że dziś, po upływie ćwierćwiecza od jego śmierci, są ludzie, którzy czują się przez niego poszkodowani, okradzeni ze swojego życia. Maks nigdy nie robił przypisów ani nie podawał źródeł historii, które służyły za inspirację dla jego prozy.

Sebald uznawany jest przez krytykę literacką za najwybitniejszego pisarza Zagłady. Faktycznie, jego najznakomitsza powieść „Austerlitz”, zresztą jeden z moich najbardziej ukochanych utworów literackich, dotyczy w znacznej mierze sprawy związanej z Holokaustem. Obdarzanie Sebalda mianem „pisarza Zagłady” to w moim rozumieniu zbyt daleko idące uproszczenie, które zakrzywia rzeczywistą treść jego pisarstwa – polecam jednak sięgnąć po którąś z jego książek i przekonać się.

Max miał bardzo nietuzinkową metodę pracy. Znajdował pocztówki, stare zdjęcia, które włączał do książek jako ilustracje, wykonywał również fotomontaże. Uporczywie przepisywał napisane już zdania, cyzelując słowa i doprowadzając styl do perfekcji – na jedną finalną stronę przypadało zwykle kilka wypełnionych po brzegi stron brudnopisu. Swoje arcydzielne utwory napisał w przeciągu ostatnich parunastu lat, nie był zatem typowym pisarzem, który rzemiosło uprawia konsekwentnie przez całe życie. Gdyby nie to, w jakim ukropie Sebald wykuwał swoje dzieła, można by pomyśleć, że miał już te powieści „napisane” w sobie i przelał je po prostu na papier.

Warto przeczytać tę biografię, ponieważ jest ona portretem Sebalda jako człowieka, który wcale nie wiódł szczególnie emocjonującego życia. Daleko jego biografii do jakichś szalonych historii artystów europejskiej bohemy – świata wysyconego romansami, imprezami do białego rana i zaskakującymi wydarzeniami. Sebald prowadził – jak bodaj każdy artysta – przebogate życie wewnętrzne, do którego niemal wszystkim bronił przystępu. Mimo że na zewnątrz pędził żywot dość zwyczajny, to zupełnie wyjątkowe były powieści, które napisał – a dopiero dzięki Carole Angier możemy poznać człowieka, który z ludzkich, rzeczywistych historii uczynił najlepsze tworzywo literackie.

Jan Waligóra

wersja pdf

Skip to content