Patron 2019 roku – G. Herling-Grudziński

#literatura

Gustaw Herling-Grudziński  – pisarz, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli polskiej literatury na emigracji. Urodził się w 1919 roku w Kielcach, zmarł nocą z 4 na 5 lipca 2000 roku w Neapolu.

Gustaw Herling-Grudziński urodził się w dość zamożnej, spolonizowanej rodzinie żydowskiej.
Kiedy się urodziłem, ojciec mój był właścicielem niewielkiego majątku w Skrzelczycach w okolicach Buska, który zawsze potem,
w następnych już latach mojego dzieciństwa był przedmiotem opowiadań… o ich jakiejś niezwykłej obfitości. Wszystko tam było jakoby wielkie, ogromne, niezwykłe. Grzyby, przez które nie można było przejść czy przeskoczyć, ryby kilkukilowe. To była legenda, często się o tym mówiło, o tych skrzelczyckich obfitościach i o niezwykłym zupełnie bogactwie tego mająteczku. Przeczyłoby temu to, że jednak ojciec wkrótce po moim urodzeniu się sprzedał te Skrzelczyce tak wspaniałe i zakupił młyn w Suchedniowie, do którego o wiele, o wiele później, krótko przed wojną dobudował mały tartak. I to była baza naszego życia
– wspominał Herling-Grudziński w rozmowie nagranej w 1996 roku w Neapolu przez Zdzisława Kudelskiego.

Przez dwa lata studiował filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracował w tym okresie z czasopismami „Ateneum”, „Pion”, był redaktorem „Orki na Ugorze”. W październiku 1939 roku założył z kolegami jedną z pierwszych organizacji konspiracyjnych – Polską Ludową Akcję Niepodległościową. Wyjechał do Lwowa, następnie do Grodna. W 1940 roku został aresztowany przez NKWD podczas próby przedostania się na Litwę.

Skazany na pięć lat pobytu w obozach, został osadzony w łagrze na Dalekiej Północy, z którego zwolniony został na mocy układu Sikorski–Majski w 1942 roku. Dramatyczne przeżycia z tego okresu znalazły swoje odzwierciedlenie w najsłynniejszej książce Herlinga-Grudzińskiego „Inny Świat”. Rosję opuścił wraz z armią Andersa, walczył pod Monte Cassino.

Od 1946 roku był członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej, z której wystąpił w roku 1960. W 1947 współtworzył wydawaną wówczas w Rzymie „Kulturę”. Po przeniesieniu pisma osiadł w Londynie, a w 1952 roku, po śmierci pierwszej żony, przeniósł się znów do Włoch, do Neapolu, gdzie poślubił córkę Benedetta Croce Lidię, i gdzie mieszkał aż do śmierci. W latach 1952–1955 współpracował z Radiem Wolna Europa, był członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W późniejszym okresie współpracował
z Komitetem Obrony Robotników i Polskim Porozumieniem Niepodległościowym (…)

źródło: https://culture.pl/pl/tworca/gustaw-herling-grudzinski

Chcę być „niesprawiedliwy”. Archiwalny wywiad Krzysztofa Szymoniaka z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim

(fragmenty)

(…) Na kartach pańskiego „Dziennika pisanego nocą” nieustannie przewija się historia pańskich spotkań z Polakami, którzy przyjeżdżają do Paryża, Neapolu, Rzymu i paru innych miejsc. I co z tego wynika? Bardzo często wynika to, że pańscy goście są śmieszni w swoich poglądach politycznych, naiwni, zaślepieni lub tylko zakłamani, a pan ich tak „lekko” i precyzyjnie komentuje. I trwa to całe lata. W którymś momencie polska historia dociera do czerwca 89 roku. Coś się kończy i coś się zaczyna. W opublikowanej wersji „Dziennika” nie ma takiego miejsca, w którym pojawiają się okrzyki radości, tryumfalne komentarze do własnej, wcześniejszej dalekowzroczności. Pan to przyjmuje ze spokojem i nadal ze spokojem analizuje.

To, o czym pan mówi, trzeba ułożyć historycznie i najpierw powiedzieć o pierwszych latach naszego (mówię „naszego” w sensie grupy „Kultury” paryskiej, bo z nimi od początku i najmocniej byłem związany i jestem związany) pobytu na emigracji, bo to jest okres bardzo trudny. Polega to na tym, według mnie (to jest taka moja teoria, z uporem powtarzana), że komunistom udała się jedna rzecz niewątpliwa – to znaczy udało im się w jakiś sposób obrzydzić narodowi całą emigrację jako taką. I to udało się
w narodzie takim jak Polacy, który w końcu miał Wielką Emigrację w XIX stuleciu. Faktem jest, że ludzie i bali się z emigrantami stykać (zwłaszcza w pierwszym okresie po wojnie), i traktowali emigrantów trochę, jak to już kiedyś napisałem, jako „byłych ludzi”, jak mawiają Rosjanie. W najlepszym przypadku, powiedzmy, traktowano emigrantów z przyjaźnią, zwłaszcza jeżeli znało się tych ludzi jeszcze sprzed wojny. (…) Skąd się to wzięło? Skąd to pochodziło?

Różni „specjaliści” od emigracji głoszą w tej materii różne teorie, jak to zwykle bywa.
Według mnie wzięto się to z przekonania, które większość inteligencji polskiej przyjęła, łącznie z Czesławem Miłoszem zanim wyjechał za granicę, że to, co się dzieje w Polsce, to jest rzecz i sprawa na setki lat. To był jakby mit Tysiącletniego Związku Sowieckiego, tak jak istniał mit Tysiącletniej Rzeszy. Więc to ludzi w jakiś sposób rozbrajało. Myśleli: co tu skakać, co tu wierzgać na ościeniu, jeśli to i tak będzie trwało. Myślano więc, że trzeba się do tego przygotować, że trzeba odpowiednio wychowywać dzieci. Pojedynczy Polak uważał, że to, co jest jego treścią duchową, siłą wewnętrzną – trzeba ukrywać i kultywować w sobie, że trzeba żyć nowym życiem, bo to się nie zmieni. (…) Otóż myśmy od pierwszej chwili byli przekonani o tym, że to się nie utrzyma (…)

źródło:http://zeszytypoetyckie.pl/krytyka/188-chc-by-niesprawiedliwy-archiwalny-wywiad-krzysztofa-szymoniaka-z-gustawem-herlingiem-grudziskim

więcej: O „Najkrótszym przewodniku po sobie samym…”