Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń – wzruszenie ramion.

„Pamiętam, jak któregoś dnia wybrałem się do Muzeum Brytyjskiego, aby dowiedzieć się czegoś na temat leczenia pewnej drobnej przypadłości. O ile sobie dobrze przypominam, chodziło o katar sienny. Wypożyczywszy książkę, przeczytałem co było do przeczytania, po czym bez większego namysłu przerzuciłem kartki i pogrążyłem się w lekturze kolejnych stron. Wyleciało mi z głowy, czego dotyczył pierwszy opis, zapewne chodziło o jakiś straszliwy dopust boży, lecz nim dotarłem do połowy 'symptomów ostrzegawczych', spłynęła na mnie okropna świadomość, że doskonale znam je z doświadczenia.
Zdjęty trwogą zamarłem nad książką, po czym apatycznie jąłem znów przewracać kartki. Doszedłem do tyfusu: o nieba, miałem tyfus, i to zapewne od wielu miesięcy!  (…) Wszedłem do czytelni jako okaz zdrowia. Wychodząc byłem wrakiem człowieka”.
Jerome K. Jerome „Trzech panów w łódce, nie licząc psa”
więcej: https://www.facebook.com/Uniesieni
Skip to content