2018 – rok z HERBERTEM

Decyzją Izby Sejmu patronem 2018 r. będzie m. in. 
Zbigniew Herbert

„28 lipca 2018 r. minie 20 lat od śmierci jednego z najwybitniejszych poetów polskich i europejskich XX wieku. Z tej okazji Sejm Rzeczpospolitej Polskiej w uznaniu ogromnych zasług artysty postanawia oddać mu hołd”. W uchwale napisano również, że Zbigniew Herbert, w epoce kryzysu wartości i głębokiego zwątpienia zawsze stał po stronie zasad: w sztuce – kanonu piękna, hierarchii i rzemiosła, w życiu – kodeksów etycznych, jasno rozróżniających pojęcia dobra i zła. „Był uosobieniem wierności. Samemu sobie i słowu. Patriotyzm rozumiał jako miłość surową, wymagającą solidarności z poniżonymi i cierpliwej pracy nad przywracaniem pojęciom ich rzeczywistych znaczeń” – zaznaczyli posłowie

źródło: http://www.sejm.gov.pl

ZNAKI na papierze
Utwory literackie, rysunki, szkice

Herbert oprócz tego, że był pisarzem, wyrażał się również jako rysownik i miłośnik antyku oraz sztuki klasycznej, którymi inspirował się w swojej twórczości. Oprócz tego pierwszego języka, którego używał do spisywania dla siebie najważniejszych rzeczy w postaci poezji, używał też szkiców do tego, by notować wrażenia z podróży, wizyt w galeriach i muzeach. Te szkice bardzo rzadko pokrywają się tematycznie z tym, o czym pisał poeta w swoich wierszach. Te dzieła plastyczne i obrazy, które najbardziej odbiły się w jego duszy, chciał wyrazić w poezji, zaś te, które chciał zapamiętać, domagały się wyrażenia w szkicach[…]

Inna perspektywa  polega nie tylko na tym, że odkrywamy Herberta jako rysownika, lecz także zapoznajemy się z jego poczuciem humoru, którego niekiedy tak trudno odnaleźć w jego poezji lubującej się w tragedii greckiej. Herbert poprzez przerysowanie łba śmiejącego się konia, wyraźnie sugeruje, że w tym wszystkim jest poczucie humoru i gest, który pozwala nam na czytanie go w sposób odciążający. Apelujemy więc, by nie pozbawiać Herberta ironii”

(Łukasz Wojtysko)

HERBERT w podróży
Promieniowanie. O szkicownikach Zbigniewa Herberta

Przez całe życie Zbigniew Herbert podróżował, a w każdej podróży towarzyszył mu notes do rysunków. Pozostawił blisko 300 szkicowników, wypełnionych pejzażami, studiami architektonicznymi, portretami. Przede wszystkim jednak rysował w muzeach i w galeriach, notując na kartach szkicowników te dzieła sztuki, które przykuwały jego uwagę i które chciał zapamiętać. Robione na gorąco szkice służyły poecie jako notatki. Nam dają jedyną w swoim rodzaju możliwość spotkania z jego spojrzeniem na świat.

EMILIA OLECHNOWICZ

Wielkie dzieła sztuki promieniują. Chyba każdy z nas zna to uczucie, kiedy jakiś obraz przyciąga nas do siebie z magnetyczną siłą. Bywa tak, że prawdziwym olśnieniem jest dla nas jakiś maleńki, niepozorny obraz nieznanego mistrza, jakaś tajemnicza martwa natura czy pejzaż jak ze snu.

 ***

Herbert: „natknąłem się na obraz nieznanego mi malarza. Od razu pojąłem, choć trudno byłoby to racjonalnie wytłumaczyć, że stało się coś ważnego, istotnego, coś znacznie więcej niż przypadkowe spotkanie w tłumie arcydzieł. (…) Doznałem niemal fizycznego uczucia – jakby ktoś mnie zawołał, wezwał do siebie. Obraz zapisał mi się w pamięci na długie lata – a przecież nie był to wizerunek twarzy o pałającym spojrzeniu ani też żadna dramatyczna scena, lecz spokojna, statyczna martwa natura”.

 ***

Bywa tak, że dzieło sprzed sześciuset czy siedmiuset lat mówi do nas naszym własnym językiem. Komunikuje nam jakąś prawdę o sobie. Jeśli się tak zdarzy, zobowiązani jesteśmy tę prawdę opowiedzieć. Dać jej świadectwo. Tym właśnie są podróżne szkicowniki poety. Są mianowicie świadectwem olśnień.

 ***

Herbert w czasie wszystkich swoich podróży rysował. Pozostawił blisko 300 szkicowników. Rysował to, co go uderzało, to, co chciał zapamiętać – fragmenty pejzażu, detale architektoniczne, czasem twarze. Z wielkich kompozycji malarskich wybierał szczegół – jakąś twarz, dłoń czy fałdę szat. Z Pokłonu Trzech Króli Bartolo di Fredi z Pinakoteki sieneńskiej – dużej, złożonej kompozycji – Herbert wybiera niespodziewany, zabawny szczegół: „uśmiechnięty” koński pysk w ozdobnej uprzęży.

Rysunki są robione na gorąco i to decyduje o ich charakterze. Nie są to wypracowane studia rysunkowe, ale notatki dla pamięci. Herbert nie lubił fotografii, nie lubił reprodukcji dzieł sztuki. Uważał, że nie są w stanie sprostać naszym olśnieniom. Nie są w stanie przechować – mówiąc językiem Rolanda Barthesa – punctum, tego, co nas uderza, tego ukłucia, które ofiarują nam pewne dzieła sztuki, pewne twarze, kolory, krajobrazy.

 ***

Rysunki Herberta dają nam jedyną i niepowtarzalną możliwość spotkania ze spojrzeniem poety. Studiując rysunki, widzimy to, co on widział – widzimy to, co zwracało jego uwagę. Przez chwilę patrzymy okiem Herberta na greckie pejzaże, włoskie miasta, obrazy Vermeera i Rembrandta. Mistrzowie renesansu, by wymienić tylko Leonardo i Albertiego, wiele uwagi poświęcali tajemnicy ludzkiego oka, tajemnicy widzenia. Oglądając rysunki Herberta, dotykamy tej tajemnicy.

Rysunki Herberta chwytają to, co najbardziej charakterystyczne, to, co najbardziej uderzające. Te sumaryczne, szybkie rysunki mają ostrość spojrzenia wielkiego poety. Mają intensywność widzianego w przelocie.

 ***

Może ciekawsze od podobieństw są różnice dzielące dzieło oryginalne od rysunku Herberta. Manierystyczny teoretyk Federico Zuccari rozróżniał disegno esterno: materialną podstawę dzieła, kreskę na papierze, czyli „ciało” rysunku i disegno interno: zawartą w nim ideę artysty, „duszę” rysunku. Bywa tak, że rysunek Herberta jest bliższy owej „duszy” niż „ciału” rysowanego dzieła sztuki. Wymowny jest rysunek na podstawie obrazu Perugina, Madonna z dzieciątkiem i świętymi z Pinacoteca Nazionale w Bolonii. Z całej kompozycji Herbert wybrał anioła w zbroi. Na obrazie Perugina jest to po prostu zamyślony chłopak ze skrzydłami. Ale na rysunku Herberta widzimy prawdziwego anioła. Różnica jest uderzająca, choć trudna do opowiedzenia. Herbert swoim rysunkiem „przeanielił” chłopca z obrazu Perugina.

W esejach Herberta uderza zmysłowość: poruszająco trafny zapis kolorów i smaków, barw i zapachów. Herbert pisze skórą. Wącha marmur, smakuje chianti, patrzy na skórę kobiet. Natomiast rysunki Herberta mają szczególną moc odcieleśniania. Rysowane przedmioty są odrealnione, pozbawione ciężaru. Formalne cechy tych rysunków – kaligraficzna linia konturu, brak modelunku światłocieniowego, wysmuklone zazwyczaj proporcje – to wszystko sprawia, że rysunki Herberta przemieniają konkret w ideał.

 ***

Rysunki Herberta są także – a może przede wszystkim – studium z patrzenia, studium z widzenia świata. Paul Valery w książce Degas, danse, dessin pisał: „Rysunek nie jest formą, ale sposobem widzenia formy” („Le dessin n’est pas la forme, il est la manière de voir la forme”). Ten, kto rysuje, patrzy uważniej, dużo więcej widzi, trafniej zapamiętuje. Rysownik zwraca uwagę na szczegóły, które umykają pobieżnemu obserwatorowi. Rysowanie uczy oko dyscypliny, precyzji. Rysunek to możliwość przedstawienia fragmentu świata na kartce papieru. Rysunek jest pasją szczegółu, czułością szczegółu.

 ***

Co ciekawe, stosunkowo rzadko Herbert rysuje to, o czym pisze.

Niewiele jest rysunków według ukochanego Piero della Francesca. Nie ma szkiców Sądu Ostatecznego Luki Signorellego z katedry w Orvieto. W szkicownikach sieneńskich nie odnajdziemy fresków Ambrogio Lorenzettiego w Palazzo Publico, którym Herbert poświęcił tyle uwagi w swoim znakomitym eseju. Nie ma Widoku miasta nad morzem i Widoku zamku nad brzegiem jeziora – dwóch maleńkich arcydzieł z Pinakoteki sieneńskiej. Nie ma Sasetty, u którego „nadrealiści mogliby się uczyć sztuki nadawania plastycznej realności cudom”, ani ulubieńca historyków sztuki Neroccia „o delikatnym kolorze i chińskiej precyzji rysunku”. W szkicownikach holenderskich nie dominują wcale – jak moglibyśmy się spodziewać – ani Vermeer, ani Rembrandt, ani Martwa natura z wędzidłem Torrentiusa.

Wyjątkiem są tutaj rysunki z ukochanej Grecji – bodaj najliczniejsza grupa szkicowników zawierająca rysunki Akropolu, pałacu w Knossos, murów cyklopowych w Mykenach oraz wiele rysunkowych „prób opisania pejzażu greckiego”.

***

Eseje i rysunki Zbigniewa Herberta łączy jedno: wielka intensywność. Intensywność przeżywania, intensywność studiowania, intensywność rozmowy z dziełami wielkich i małych mistrzów. I eseje, i rysunki Herberta opowiadają o spokojnym promieniowaniu arcydzieł – obojętnych na nasze spojrzenia, a przecież zdolnych je odmienić.

Pierwodruk: Emilia Olechnowicz, Promieniowanie. Strony ze szkicowników Zbigniewa Herberta, Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, Warszawa 2009

źródło:http://www.fundacjaherberta.com

Modlitwa Pana Cogito – podróżnika

Panie dziękuję Ci że stworzyłeś świat piękny i bardzo różny 
a także za to że pozwoliłeś mi w niewysłowionej dobroci Twojej 
być w miejscach które nie były miejscami mojej codziennej udręki

– że nocą w Tarquinii leżałem na placu przy studni 
i spiż rozkołysany obwieszczał z wieży Twój gniew lub wybaczenie 
a mały osioł na wyspie Korkyra 
śpiewał mi ze swoich niepojętych miechów płuc melancholię krajobrazu

i w brzydkim mieście Manchester odkryłem ludzi dobrych i rozumnych

natura powtarzała swoje mądre tautologie: 
las był lasem morze morzem skała skałą gwiazdy krążyły i było jak być powinno

– Iovis omnia plena – wybacz – że myślałem tylko o sobie 
gdy życie innych okrutnie nieodwracalne krążyło wokół mnie 
jak wielki astrologiczny zegar u świętego Piotra w Beauvais

że byłem leniwy roztargniony zbyt ostrożny w labiryntach i grotach 
a także wybacz że nie walczyłem jak lord Byron o szczęście ludów podbitych 
i oglądałem tylko wschody księżyca i muzea

– dziękuję Ci że dzieła stworzone ku chwale Twojej udzieliły mi cząstki swojej tajemnicy 
i w wielkiej zarozumiałości pomyślałem 
że Ducio van Eyck Bellini malowali także dla mnie

a także Akropol którego nigdy nie zrozumiałem do końca 
cierpliwie odrywał przede mną okaleczone ciało

– proszę Cię żebyś wynagrodził siwego staruszka 
który nie proszony przyniósł mi owoce ze swego ogrodu 
na spalonej słońcem ojczystej wyspie syna Laertesa

a także Miss Helen z mglistej wysepki Mull na Hebrydach 
za to że przyjęła mnie po grecku i prosiła 
żeby w nocy zostawić w oknie wychodzącym na Holy Iona 
zapaloną lampę aby światła ziemi pozdrawiały się

a także tych wszystkich którzy wskazywali mi drogę i mówili kato kyrie kato

i żebyś miał w swej opiece Mamę ze Spoleto Spiridiona z Paxos 
dobrego studenta z Berlina który wybawił mnie z opresji 
a potem nieoczekiwanie spotkany w Arizonie wiózł mnie do Wielkiego Kanionu 
który jest jak sto tysięcy katedr zwróconych głową w dół

– pozwól o Panie abym nie myślał o moich wodnistookich szarych niemądrych prześladowcach 
kiedy słońce schodzi w Morze Jońskie prawdziwie nieopisane

żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia 
a nade wszystko żebym był pokorny 
to znaczy ten który pragnie źródła

dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny

a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony 
na zawsze i bez wybaczenia

więcej:http://culture.pl/pl/tworca/zbigniew-herbert

http://www.herbert2008.pl/prezentacja

http://www.herbert2008.pl/

http://www.fundacjaherberta.com

ROK z Panem Cogito

***

Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

dź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź

Pan Cogito o cnocie

1
Nic dziwnego
że nie jest oblubienicą
prawdziwych mężczyzn

generałów
atletów władzy
despotów

przez wieki idzie za nimi
ta płaczliwa stara panna
w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia
napomina

wyciąga z lamusa
portret Sokratesa
krzyżyk ulepiony z chleba
stare słowa

– a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku

prawie ją można pochować
w srebrnej szkatułce
niewinnych pamiątek

jest coraz mniejsza
jak włos w gardle
jak brzęczenie w uchu

2
mój Boże
żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza

szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach
w takt modnej muzyki

może wówczas pokochaliby ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie atleci władzy despoci

żeby zadbała o siebie
wyglądała po ludzku
jak Liz Taylor
albo Bogini Zwycięstwa

ale od niej wionie
zapach naftaliny
sznuruje usta
powtarza wielkie – Nie

nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty
jak żywoty świętych